czwartek, 29 października 2009

Przelamując stereotypy

W obecnym miejscu mojego bytowania nie ma telewizora, ale plakaty reklamujące nowy serial sensacyjny (jak sądzę) "Negocjatorka", dopingują mnie do odwiedzenia salonu firmy komórkowej S. i zapytania, czy oglądanie telewizji na komórce jest odpłatne.
Na plakacie główna bohaterka odziana w małą czarną mówi: "Ocalę twe życie. To mój obowiązek."
Sądząc po akopaliptycznej scenografii i pistolecie w dłoni pani negocjator się nie patyczkuje...


Jak żona Lo(f)ta

Dzisiaj po coczwartkowych konsultacjach z profesorem C., po drodze do domu wybrałem się do LOFTu z zamiarem kupienia wkładów do pióra i papieru do pakowania prezentów, a ostatecznie wyszedłem z zakupionymi dodatkowo; zestawem papeterii i kalendarzem "MOOMINVALLEY 2010".


Włóczykij rządzi

LOFT poza byciem świątynią kapitalistycznego materializmu, gdzie (w godzinach otwarcia) jest celebrowana konsumpcyjna chuć, jest sklepem, gdzie można znaleźć mnóstwo fajnych ( i want it. I WANT IT NOOOW!)rzeczy.
I całkiem sporo takich, o których nie śniło się naszym filozofom.

Na przykład.



Przyrząd do wyszczuplania rysów twarzy (wersja męska) o sympatycznej nazwie "mouth piece", produkcji firmy o wzbudzającej zaufanie nazwie TEX- MEX.



Instrukcja obsługi przestrzega, między innymi, przed wkładaniem urządzenia gdzie indziej niż do ust (!?!), konieczności konsultacji z lekarzem w przypadku noszenia stałego aparatu ortodontycznego i nie poleca stosować urządzenia u dzieci.
Z tego co zrozumiałem, poprzez układanie ust najpierw jak do wymawiania
"i" a następnie "u" wzmacniają się mięśnie w obrębie ust właśnie, co w efekcie prowadzi do uszlachetnienia rysów twarzy. No, nie wiem...


A tu cudo wianek, które to było by idealnym cudem- wiankiem, gdzyby było po polsku.



Wybielacz.


A tu cała półka gadających detergentów.




Pięknota!

wtorek, 27 października 2009

Czasem słońce, czasem deszcz

Wczoraj było strasznie zimno (czyli 17 stopni), duło wichrem i chlastało deszczem, a dziś znowu słońce i błękit nieba i miejmy nadzieję, że tak zostanie. Dużo pracy na uni, biegania po bibliotekach i jazdy metrem/ kolejką, jako że książki których potrzebuję znajdują się akurat nie na tym kampusie, na którym chodzę na zajęcia, tylko tym oddalonym 510 jenów i 40 minut jazdy komunikacją zbiorową od "domu".

Metro jest szybkie, nie pada w nim deszcz i jest punktualne. Chyba, że ktoś postanowi z hukiem (?) zakończyć swój żywot pod kołami pociągu, co określane jest jako jinshin jiko, wypadek z czynnikem ludzkim- a dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy się gdzieś spieszę.                              W przeciwieństwie do młodszej siostry mojej przyjaciółki, nie zdażylo mi się, żeby kończyny samobójcy przeleciały mi przed oczami,  ale nigdy nie mów nigdy...

Metro pomaga również w ekspresowym złapaniu przeziębienia- klimatyzacja w wagonach zmienia je w jeżdżące chłodnie- po kilku dniach nauczyłem się zabierać ze sobą lekki szalik, niezależnie od pogody. W każdym sładzie jest zawsze kilka jiakureibosha wagonów słabo klimatyzowanych, ale niestety, nie wszędzie zaznaczone jest, gdzie dokładnie się zatrzymują...

Z tego też powodu ( i kilku innych), zdecydowałem się zakupić rower. 

Rowerem czy pieszo, ♪iść, ciągle iść w stronę słońca♬



niedziela, 18 października 2009

Dni płyną spokojnie, acz nader szybko, w Nagasaki

Minęły już prawie trzy tygodnie odkąd przyjechalem do Tokio a wpisu ani widu ani słychu.

Nastawiłem zegar biologiczny na strefę czasową w której jestem, załatwiłem formalności co załatwione być musiały- i tak, na początku trzeciego tygodnia pobytu, w nocy z niedzieli na poniedziałek, siedzę na podłodze sześciomatowego pokoju, który to pokój dzieli ze mną Dsk, którego chwilowo nie ma jednak. Pokój sześciomatowy- czyli sześć razy mata tatami, co niby ma mieć 90x180 centymetrów, ale i gołym okiem widać, że wymiary oszukiwane są. Do mieszkania przynależy jeszcze strefa kuchenna- wyłożona deskami i łazienka segment. O tym czym jest taka łazienka, poza spełnieniem lekorbusierowych snów o maszynie do mieszkania, kiedy indziej.

Mieszkanie znajduje się na drugim piętrze (czyli europejskim pierwszym) i ma okna na dach sąsiada- nie na ścianę domu sąsiada jak mieszkanie piętro niżej, dzięki czemu jest wyjątkowo jasne i przez to też ciepłe, na szczęście. Ogólnie- jest jasno, ciepło i cicho (głównie dlatego, że sąsiedzi wracają późno w noc- wtedy można usłyszeć jak za ścianą wibruje komórka...).

Blisko jest do dworca, co również jest nie do przecenienia, tym bardziej, że przy dworcu (czy też stacji kolejki) jest wszystko, co do życia potrzebne. Są jadłodajnie serwujące zestawy śniadaniowo - obiadowo- kolacyjne (sam zestaw teishoku jest zawsze ten sam, nazwę polską zmienia się w zależności od pory dnia lub nocy), szaszłyki z podrobów, rosół z makaronem, smażone węgorze i tak dalej. Są sklepy całodobowe gdzie można kupić chlebek turecki- tu nazywany chlebkiem z rodzynkami- taki sam jak serwowała świętej pamięci budka z pieczywem przy Międzychodzkiej. Są też wszelkiej maści inne punkty usługowo- handlowe sprzedające kwiaty, warzywa, ryby, materace i kołdry, maty tatami, starocie i prowadzące działalność, której treści mogę się tylko domyślać- jak na przykład sortownia warzyw i owoców(?). Wszystkie te małe sklepiki zajmujące partery domków mijam codziennie w drodze na dworzec, codzinennie też zachwala je kobiecy głos z głośników zamontowanych na latarniach wzdłóż ulicy (głośniki milkną wieczorem). Chwała Opatrzności za umieszczenie, po drugiej stronie linii kolejowej, banku, w którym nie próbowali odstraszyć mnie od założenia konta- jak to miało miejsce w filiach w centrum i sklepu telefonii komórkowej, który posiadał modele komórek na kartę, które w centrym zostały już dawno wykupione. 

Czyli, całkiem nieźle trafiłem- wszystko pod ręką, cisza (po sąsiedzku dom spokojnej starości), do dworca blisko, z dworca na uniwersytet niedaleko.  I dlatego uważam, że to właśnie shitamachi- przedmieścia, czy też dokładnie oddające znaczenie słowa angielskie down-town, czynią Tokio bardziej przystępnym dla przeciętnego użytkownika. Bo nieprzeciętny użytkownik może kupić sobie apartament na cztedziestym piętrze z balkonem z widokiem na ocean.

Dopisek

Nie umiem jeszcze wczytywać zdjęć, ale się nauczę.