No to sru.
Jest już grudzień, ostatni wpis sprzed miesiąca ponad.
Grudzień w tokio jest na razie jak środek października w Polsce, tylko bez deszczu.
Sezon na złotą jesień już zakończony, dobrze więc byłoby pokazać to, czego już nie ma, a co wojciechowe szklane oko zarejestrowało.
Zaczynamy od od głównego kampusu Uniwersytetu Tokijskiego, mieszczącego się´w Hongo- ktore kiedys bylo opłotakami wtedy jeszcze Edo, a teraz jest raczej w centrum (chociaż tutaj właściwie trudno jest określić jednoznaczny punkt odniesienia). Kampus zajmuje tereny byłej posiadłości rodu Maeda i przypomina wielki park z niskimi budynkami z cegły w stylu art- deco.
Na przyzwyczajonym do siermiężnych warunków poznańskich Wojciechu zrobił niesamowite wrażenie już za pierwszym razem, kiedy miłorzęby były jeszcze zielone. Stare budynki, niespecjalnie lubiane przez studentów i określne jako stare i brudne (nie wiedzą co mają- zapraszamy na HCP...) są plątaniną korytarzy i małych salek, w których to labiryncie można bardzo łatwo się zgubić, co, oczywiście wielokrotnie mi się przydażyło. Mnie jednak jak najbardziej odpowiada atmosfera wcale nie takich ciasnych pokoi z książkami zajmującymi całą wolną przestrzeń, wylewającymi się na korytarze i prawie że spływającymi po krętych schodach. Takie środowisko uniwerystetu- skarbnicy wiedzy a nie uniwersytetu- firmy bardzo motywuje do nauki. Ale wyjdźmy już z zakurzonych kazamatów budynku Wydziału Literatury Rodzimej i przejdźmy się miłorzębowymi alejami, które zdają się izolować kampus od zgiełku i pośpiechu panoszącego się za jego murami. Teren uniwersytetu jest otwarty (z wyłączeniem budynków) dla każdego i wiele osób skrzętnie to wykorzystuje- po alejach oprócz studentów spacerują grupki fotografów, matki z dziećmi, uczestnicy plenerów malarskich, którzy drepcą, szukając odpowiedniego miejsca na postawienie swoich rybackich krzesełek, nie brak też przechodniów, którzy przekraczają uniwersytecką bramę zwabieni musztardowo- ostrym ulistnieniem miłorzębów.





W centralnym miejscu kapusu znajduję się staw, będący pozostałością oryginalnych założeń kraopbrazowych rezydencji, powszechnie znany jako "Staw Sanshiro", od imienia bohatera powieśc pióra (pędzla?) Natsume Sosekiego pod takim własnie- Sanshiro- tytułem.

Nad tym stawem właśnie Sanshiro spotyka swoją famme fatale. Teraz nad stawem można spotkać
głównie rówieśnice tejże, obecnie panie w wieku lat osiemdziesiąt plus.
Jednak japońska jesień to nie tylko żółte miłorzęby ale (może i przede wszystkim),
czerwone japońskie klony. Takie właśnie miałem okazję zobaczyć i utrwalić mym szklanym okiem, podczas odwiedzin w świątyni Narita, gdzie wybraliśmy się razem ze studentami specjalizującymi się w literaturze japońskiej. Studenci ci szybko zostawili mnie samemu sobie, przez co mogłem własnym tempem krążyć i pstrykać zdjęcia.

Brama świątynna. Przy wchodzeniu uważamy, aby nie zawadzić o lampion.

W świątyni akurat odbywały się obchody święta shichi-go-san, czyli siedem-pięć-trzy, w czasie którego dzieci w określonym w nazwie święta wieku odwiedzają świątynię, aby zapewnić sobie zdrowie, szczęście i szybki rozwój. Jubilat na zdjęciu ma już jednak dość.

Przestwór błękitnego nieba i pagoda.






W budynku Muzeum Kaligrafii odbywał się też pokaz hodowlanych żuków.

Oto i dorodny rochatyniec

A tutaj porównanie tegoż do ręki nastolatka.
W drodze powrotne minąłem interesujący przybytek.

Zapisuję się!
I na koniec- wisienka na torcie- poniższy fragment wpisu dedykuję rodzicom i matce chrzestnej- proszę państwa, mam zaszczyt przedstawić
DOLINĘ MUMINKÓW W LISTOPADZIE!
Okazało się, że Tokio ma swoją Dolinę Muminków, znajdującą się wcale niedaleko od miejsca mojego bytowania. Oficjalnie miejsce to nazywa się "Dziecięcy park leśny Jutrzenka" i nie jest specjalnie rozleklamowane. Może i dobrze, bo oszczędziło nam to dzikich tłumów odwiedzających Doliną, a nie byłyby to bynajmniej Hatifnaty. Dom Muminków nie jest dokładnym odzwierciedleniem Domu z książki ale jest i tak sympatyczny. Za to mostek nad strumykiem, skrzynka na listy i drewutnia są jak trzeba. I na koniec najlepsze- kabina kąpielowa! Z braku morza stoi nad rozlewiskiem strumyka. Biedni Japończycy, co znają Muminki jeno z animowanej produkcyi zupełnie nie wiedzą jake jest przeznaczenie tej chatki i tworzą na jej potrzeby niesamowite teorie, chociaż najczęściej pojawiającą się wypowiedzią jest; "chyba mieli tu bardzo zimno". :D


Kabina kąpielowa! :D

Mały zdobywca postanowił nurkować już z mostku.
Koniec.
Teraz trzymamy kciuki, żeby się załadowało....

ja tez chce do doliny MUMINKOW!! chce z Wojciechem!!!
OdpowiedzUsuńM.